image Strona Główna       image SKFAB00GBB       image ceelt smp       image Artykul1       image ArmyBeasts       image 2006 nov p3       

Odnośniki

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

scynował mnie. Cóż, jakby tu powiedzieć... Lawrence Steene najzwyczajniej w świe-
cie umie sobie radzić z kobietami.  Otrząsnęła się ze wstrętem.  Wiesz, Gerry, tak
trudno przychodzi człowiekowi uwierzyć w absolutne zło drugiego człowieka. Ale gdy-
bym miała to zrobić, tym kimś byłby na pewno Lawrence. Dlatego że czyny, które po-
pełnia, nie wynikają z gorącej krwi czy z bezradności wobec własnych popędów. On po
prostu pozwala sobie na eksperymenty z ludzmi i z całym światem.
145
 To skąd się biorą twoje skrupuły? Dlaczego nie chcesz od niego odejść?
 Nie chodzi o skrupuły  powiedziała niecierpliwie.  To obrzydliwe, że ludzie
tak często zasłaniają się szlachetnymi pobudkami. Słuchaj Gerry, lepiej będzie, jeżeli
poznasz całą prawdę o mnie. Będąc żoną Lawrence a przyzwyczaiłam się do... do, po-
wiedzmy, pewnych rzeczy. Nie chcę ich stracić. Stroje, futra, pieniądze, drogie restau-
racje, przyjęcia, służba, samochody, jacht... To wszystko daje poczucie wygody i zbyt-
ku. Upajam się luksusem. A ty przychodzisz i proponujesz mi pionierskie życie na far-
mie zagubionej w bezkresnych lasach. Nie mogę. Nie chcę. To nie dla mnie. Mnie ze-
psuły pieniądze i luksus.
Gerry oświadczył spokojnie:
 Odwykniesz od pieniędzy i luksusu. To kwestia czasu.
 Och, Gerry!  Sarah była na granicy płaczu i śmiechu.  Ty jesteś tak rzeczowy.
 Po prostu chodzę po ziemi.
 A jednak nie rozumiesz połowy z tego, co ci mówię.
 Nie?
 To nie tylko pieniądze. Są także inne rzeczy. Nie rozumiesz? Zrobiłam się okrop-
na. Przyjęcia, jakie wydajemy, miejsca, w których bywamy...
Przerwała, czerwieniąc się.
 W porządku  rzekł spokojnie Gerry.  Jesteś zepsuta. Coś jeszcze?
 Tak. Jest coś... coś, do czego się przyzwyczaiłam... coś, bez czego nie potrafię żyć.
 Coś?  Ujął mocno podbródek dziewczyny i zmusił ją do spojrzenia na siebie.
 Obiło mi się to i owo o uszy. Mówisz o narkotykach, tak?
Sarah kiwnęła głową.
 One dają fantastyczne odczucia.
 Posłuchaj.  Głos Gerry ego stwardniał.  Pojedziesz ze mną i skończysz z tym
towarem.
 Myślisz, że potrafię?
 Zobaczymy  zapowiedział groznie.
Sarah odprężyła się. Westchnęła i oparła się o Gerry ego, lecz on się odsunął.
 Nie. Nie licz na to. Nie pocałuję cię.
 Ach, tak. Rozumiem. Mam podjąć decyzję z zimną krwią.
 Jasne.
 Jesteś niesamowity!
Zamilkli oboje na dobrą chwilę. Ciszę przerwał Gerry, choć niełatwo przychodziło
mu dobierać słowa.
 Nikt mi nie musi mówić, ile mam wad. Sam je zdążyłem policzyć. Zdążyłem też
narobić wokół siebie porządnego zamieszania. Wiem, że nie będziesz miała wiele, zdając
się na mnie. Ale wierzę w jedno, święcie wierzę, że kiedy będziesz przy mnie, spiszę się
lepiej. Jesteś bystra, Sarah. Wiesz, jak zabrać się za faceta, który popuszcza sobie cugli.
146
 No, no, ale masz o mnie wyobrażenie!
Gerry nalegał nieustępliwie:
 Wiem, że będą ze mnie ludzie. Tobie za to zgotuję piekło na ziemi. Urobisz sobie
ręce po łokcie. Tak, to będzie prawdziwe piekło. Nie mam pojęcia, skąd we mnie tyle
odwagi, by namawiać cię do wyjazdu. Lecz wierz mi, Sarah, oprócz prawdziwego piekła
poznasz prawdziwe życie.
 Prawdziwe życie...  Sarah powiedziała sama do siebie.
Wstała z krzesła i ruszyła przez park. Gerry szedł tuż obok.
 Pojedziesz, Sarah?
 Nie wiem.
 Sarah, kochanie.
 Dość, Gerry. Nic już nie mów. Powiedziałeś wszystko, co miało być powiedziane.
Resztę zostaw mnie. Muszę pomyśleć. Dam ci znać...
 Kiedy?
 Wkrótce...
Rozdział trzeci
 A to ci niespodzianka!
Edith, otwierając drzwi, wykrzywiła swą zgorzkniałą twarz, usiłując uśmiechnąć się.
 Jak się masz, Edith, staruszko. Mama w domu?
 Spodziewam się jej lada moment. Jak to dobrze, że panienka przyszła. Matka pa-
nienki rozpogodzi się choć trochę.
 Czy aż ja jestem do tego potrzebna?
 Z moją panią dzieje się coś bardzo niedobrego. Martwię się o nią, ot co.  Edith
weszła za Sarah do salonu.  Nie może usiedzieć spokojnie ani dwóch minut i nie da
sobie nic powiedzieć. Pewnie jest chora, nie inaczej.
 Przestań krakać, Edith. Ty każdemu wróżysz śmierć.
 Na pewno nie panience, co to, to nie. Panienka wygląda kwitnąco. Tfu! Rzucać
takie śliczne futra na podłogę! Cała panienka. Takie śliczności musiały kosztować ma-
jątek.
 A choćby i dwa...
 %7ładna panienki przyjaciółka takim się nie pochwali. Na pewno w szafach pa-
nienki wisi dużo takich ładnych rzeczy.
 Chyba na to zasłużyłam. Jak ktoś sprzedaje duszę, powinien żądać godziwej ceny.
 Tak się ze mną nie rozmawia, panienko Sarah  poskarżyła się Edith.  Panienka
zawsze to w górę, to w dół. Jeszcze nie zapomniałam, jak to mi panienka powiedziała, że
wydaje się za pana Steene a i jak to panienka tańczyła ze mną, tu, w tym pokoju, jak sza-
lona.  Wychodzę za mąż... Wychodzę za mąż powtarzała panienka w kółko.
 Przestań, Edith. Nie chcę tego słuchać  zaprotestowała ostro Sarah.
Twarz służącej stała się czujna.
 Dobrze już, dobrze, kochaniutka. Dwa pierwsze lata zawsze najgorsze. Trzeba je
przetrwać, potem jakoś się to uładzi, zobaczy panienka.
 Mało optymistyczny pogląd na małżeństwo, Edith.
 A pewnie. Jak panienka chce wiedzieć, małżeństwo to najgorszy interes, ale bez
niego swat by nie istniał. Jakbym miała odwagę, to bym zapytała panienkę: dzieciątko
jeszcze nie w drodze?
148
 Nie, Edith, jeszcze nie.
 A szkoda. Panienka jest trochę nieswoja, to i szukam powodu. Młode mężatki czę-
sto zachowują się kapryśnie. Moja starsza siostra, jak była przy nadziei, poszła kiedyś
do sklepu i nagle zachciało jej się dużej, soczystej gruszki, prosto ze skrzynki. Chwyciła
ją i zaczęła gryzć bez opamiętania.  Ależ, proszę pani, co pani robi , obruszył się młody
pomocnik. Ale właściciel sklepu, człowiek żonaty, wiedział, jak to jest.  W porządku,
synu. Ja obsłużę tę panią . Nawet sobie za gruszkę nie policzył. Wiadomo, jego żona trzy-
naście razy miała zachcianki, to i dla mojej siostry był wyrozumiały.
 To pech, mieć trzynaścioro dzieci  stwierdziła Sarah.  Ale ty, Edith, masz
wspaniałą rodzinę. Słucham o niej od kołyski.
 O, tak. Naopowiadałam panience niemało historii. Bo też z panienki było bardzo
poważne stworzenie; i ciekawe wszystkiego. Och, przypomniało mi się. Parę dni temu
był tutaj młody dżentelmen, co to kiedyś przychodził do panienki. Pan Lloyd. Widziała
go panienka?
 Tak, Edith.
 Wygląda dużo starzej, ale jaki opalony, ho, ho. Trzeba długo przebywać w zagra-
nicznych krajach, żeby tak się opalić. Powiodło mu się?
 Niespecjalnie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • blacksoulman.xlx.pl